Interpelacja w sprawie niezadowalającego stanu przygotowań do realizacji Roku Polskiego na Ukrainie

   Kolejny już raz sygnalizuję swój niepokój stanem rzeczy spraw mieszczących się w formule ważnego przedsięwzięcia państwowego p.n. Rok Polski na Ukrainie. O niektórych aspektach zagrożeń dla pełnych i oczekiwanych efektów Roku Polskiego pisałem przy innych okazjach.    Niemniej jednak przypomnę, iż uważam za wielką słabość tego projektu fakt, że nie został on opracowany z pewnym sensownym wyprzedzeniem czasowym, że nie był poddany konsultacjom w środowiskach, instytucjach i organizacjach do tego najbardziej predestynowanych i że nie przewidziano w przebiegu tego roku bardziej czynnego, bardziej twórczego i bardziej masowego udziału Polaków zamieszkałych na Ukrainie.    Polacy obywatele Ukrainy powinni być nie tylko konsumentami krajowej oferty programowej, lecz również czynnikiem twórczym w całym przebiegu Roku Polskiego. Muszą mieć szansę szerokiej prezentacji własnych, wytworzonych przez siebie dóbr kultury i osiągnięć w różnych dziedzinach sztuki. Wszelkie organizacje i stowarzyszenia polskie funkcjonujące na Ukrainie są w stanie wziąć na siebie ciężar zorganizowania wielu przedsięwzięć. Takich oczekiwań nie dostrzegam w programach przedstawionych przez polską stronę rządową.    Dziś, w drugiej połowie marca br., trwają gorączkowe konsultacje i próby korekt programowych według zasady: ˝Oto nasz program - co jeszcze chcielibyście do niego dodać? Zgłaszajcie swoje życzenia i postulaty˝.    Taki jest stan rzeczy obecnie - w czasie, w którym powinny już napływać pierwsze sprawozdania z dokonań w I kwartale.    Mówienie o tym, że Rok Polski będzie trwać od 14 kwietnia br. do 1 kwietnia 2005 r. jest zamazywaniem obrazu rzeczywistości. Przecież wiadomo, że realnie ten rok skończy się zgodnie z kalendarzem 31 grudnia 2004 r. - nawet środki budżetowe przeznaczone na ten cel muszą być wydane w tym okresie. Jeśli wiadomo, że z tegorocznego budżetu państwa będzie wydatkowana na ten rok kwota ok. 5 mln zł to warto się zastanowić, czy na deklarowany okres od 1 stycznia do 31 marca 2005 r. będą dodatkowe środki z przyszłorocznego budżetu.    Z dotychczasowych obserwacji i rozmów z naszymi partnerami ukraińskimi wynika jasno, że Rok Polski nie został wstępnie dobrze przygotowany w kontekście polityczno-historycznym i międzyludzkim.    Rok 2004 nie jest dobry dla przeprowadzenia tej wielkiej promocji kultury, gdyż jest to czas kampanii wyborczej na Ukrainie i związanych z nią imprez i wieców oraz licytacji politycznych. Zresztą zwłoka strony ukraińskiej w akceptacji tego przedsięwzięcia jest tego pochodną. Kiedy już jednak zapadła pozytywna decyzja, strona ukraińska desygnowała na patrona obchodów polityka w randze wicepremiera. Po naszej stronie jest dwutorowość decyzyjno-organizacyjna: ˝specjalny przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych˝ i Minister Kultury RP. Tak ważne i prestiżowe, a do tego dość kosztowne przedsięwzięcie musi być w stosunkach dwustronnych czymś więcej niż tylko kalejdoskopem imprez eksportowanym z Polski na Ukrainę. Może dobrze byłoby, gdyby ten rok był zaakcentowany także dwustronnymi gestami moralnymi, symbolicznymi otwarciami, chociażby cząstkowymi rozwiązaniami spraw, które powoli, z czasem mogą sumować się w przełomowe decyzje i akty pojednawcze. Odnoszę wrażenie, że strona ukraińska byłaby skłonna w aurze zbliżenia na niwie kultury dokonać zwrotu którejś świątyni rzymskokatolickiej we Lwowie i w Sewastopolu lub w innych miejscowościach (np. Humaniu). Może symbolem tego roku mogłoby być też dodatkowe pozwolenie na utworzenie miejsc polskiej pamięci na Wołyniu, czy też na Podolu lub Pokuciu.    W dotychczas znanych mi dokumentach (programach roku) brak wyraźnie sprecyzowanych celów tegoż przedsięwzięcia i jego głębszego przesłania. Według mnie jednym z nich powinno być ukazanie bliskości kultur obu naszych narodów - bliskości nawet rodowodowej, a także będącej efektem wielowiekowego przenikania się.    Na pewno Rok Polski w warstwie prezentacji polskiej kultury powinien unaocznić trwały wkład Polaków w kulturę materialną i duchową ziem ukraińskich. Powinien także ukazać, że Ukraina z całym niepodważalnym pięknem tego kraju, jego ludu, obyczajów, tradycji, kultury była obiektem fascynacji wielu wybitnych Polaków - literatów, malarzy, kompozytorów, artystów. Obchody tego roku na Ukrainie winny stworzyć licznej tam rzeszy Polaków okazję i przesłankę do uświadamiania im, że są oni pełnoprawnymi spadkobiercami tych osiągnięć, dóbr i wartości. Prezentacja dorobku kulturalnego Polaków zamieszkałych na Ukrainie powinna wyjść poza ramy schematycznego Festiwalu Kultury Polskiej, bo przecież powinna się czymś pozytywnym różnić od festiwalu odbywającego się w latach innych niż wyjątkowy Rok Polski. Aby pojawiło się więcej życia i autentyzmu w Festiwalu Kultury Polskiej, do jego realizacji powinny być włączone inne aktywnie działające i wielkie liczebnie organizacje, jak Związek Polaków Ukrainy, czy też Towarzystwo Kultury Polskiej we Lwowie, które było inicjatorem tegoż festiwalu i które z biegiem lat zostało od niego odsunięte.    Nie mogę odnieść się szczegółowo do propozycji programowych strony polskiej, gdyż podlegają one ciągłym modyfikacjom, korektom i przymiarkom wstępnym. Niektóre z tych propozycji emanują tymczasowością, nieokreślonością i brakiem koncepcji. Niemniej jednak podtrzymuję swoją tezę o potrzebie zwiększenia obecności pierwiastków narodowych i ludowych w propozycjach programowych strony polskiej. Uważam, że właśnie na Ukrainie prezentacja kultury polskiej nie może mieć charakteru wybiórczego, musi ona zawierać całą paletę polskiej twórczości - w tym folkloru polskiego, który zbyt często jest eliminowany z zagranicznej promocji kultury polskiej pod hasłem ˝musimy pokazać Polskę nowoczesną, nastawioną na przyszłość, a nie siermiężną, tradycyjną, zacofaną˝.    W eksponowaniu tej tezy celują niektóre agendy MSZ, zwłaszcza pion promocji i nadzorowane przez niego instytuty polskie. Nie zgadzając się z tą tezą, usilnie zabiegam o umieszczenie w programach Roku Polskiego wyjątkowych pod względem mistrzostwa wykonawczego i atrakcyjności artystycznej i estetycznej zespołów: ˝Mazowsze˝, ˝Śląsk˝, ZTL UMCS i ˝Słowianek˝ z UJ. Bowiem chcąc dobrze promować Polskę w świecie, należy sięgać do całokształtu bogatego i unikalnego w wielu aspektach dorobku kulturalnego narodu. Lansowanie tylko wybranych nazwisk oraz promowanie tylko kulturalnego dorobku współczesnego zubaża obraz wielowiekowego dziedzictwa polskiego.    Sądzę, że w tym kontekście nie może zabraknąć takich postaci polskiej literatury, jak: Seweryn Goszczyński, Gabriela Zapolska, Maria Konopnicka (wszyscy pochowani na Cmentarzu Łyczakowskim), Kornel Ujejski, Aleksander Fredro, Kornel Makuszyński czy wielki piewca Hucułów Stanisław Vincenz. Warto też przypomnieć wybitnych malarzy polskich (Chełmońskiego, Brandta, Wyczółkowskiego, Jarockiego, Malczewskiego, Pawliszka, Rodakowskiego, Gersona, Sichulskiego), którzy swoimi niezapomnianymi dziełami ukierunkowali zainteresowanie całej artystycznej Europy właśnie na Ukrainę. Sztandarowa inicjatywa tegoż Roku Polskiego, jakim ma być otwarcie Muzeum Juliusza Słowackiego w Krzemieńcu, nie może się ograniczyć tylko do spektakularnego aktu medialnego. Do tej pory w porozumieniach dwustronnych nieustalony jest status tej placówki, własność eksponatów, języki ekspozycji. Przecież w Roku Polskim właśnie w Krzemieńcu ta obecność języka polskiego winna być jakoś szczególnie podkreślona. A tam eksponaty w prowizorycznej ekspozycji są opisane tylko w języku ukraińskim. W słynnym Liceum Krzemienieckim po latach świetności tej uczelni nie ma najmniejszego kącika pamięci, a foldery o instytucie obecnie tam się mieszczącym są w języku ukraińskim i angielskim. Stan rzeczy, jaki jeszcze niedawno zastałem w Krzemieńcu, dowodzi, że przygotowania do Roku Polskiego, także z polskiej strony, dają wiele do myślenia i życzenia. W jednym z dokumentów programowych Roku Polskiego można przeczytać: ˝przyjęliśmy zasadę równowagi i różnorodności oferty programowej (np. od muzyki poważnej do muzyki klubowej, od teatru instytucjonalnego do teatru offowego)˝. Pragnę do tej intencji dodać jeszcze jedną, aby oferta programowa mogła dotrzeć do odbiorców sztuki polskiej na wszystkich poziomach jej percepcji. Zgłaszam też postulat masowości uczestnictwa w imprezach Roku Polskiego - tylko wtedy można liczyć, że tak jak przewidują organizatorzy: ˝Rok ten ukaże namacalnie, iż odtąd sąsiedztwo Polski i Ukrainy nabiera nowego wymiaru na polu politycznym, gospodarczym i kulturalnym˝. Tylko dotarcie z atrakcyjną ofertą kulturalną do szerokich rzesz społeczeństwa ukraińskiego może doprowadzić do tego, ˝że wymiar tych stosunków stanie się bardziej przyjacielski, niż dobry˝. Inaczej będzie to tylko przyjaźń deklarowana, po której nie pozostają trwałe wartości w stosunkach dwustronnych. Dlatego tak ważny jest udział polskich organizacji na Ukrainie jako pośrednika w docieraniu do społeczności lokalnych (Lwowa, Łucka, Kijowa, Berdyczowa, Równego, Odessy itd.), środowisk polskich jako czynnika znającego tamtejsze realia oraz zapotrzebowanie estetyczne, kulturalne i historyczne naszych sąsiadów. Organizacje polskie są w stanie docierać też do środowisk młodzieżowych i szkolnych, a więc do tych, gdzie negatywny stereotyp Polaka jest często upowszechniany. A przecież organizatorzy roku z naszej strony powinni zadbać o to, aby drogą wystaw, konkursów o randze ogólnoukraińskiej (np. ˝Polscy i ukraińscy twórcy wspólnego dziedzictwa na Ukrainie˝) do świadomości młodzieży ukraińskiej dotarła ta prawda, że wiele pomników przeszłości, które ją otaczają, wiele dóbr kultury, które im także służą, jest wytworem polskiej umysłowości, sztuki i historii.    Panie Premierze, Rok Polski na Ukrainie to na nasze możliwości drogie przedsięwzięcie. Bezpośrednio z budżetu państwa wydzielono na to kwotę 5 mln zł, zaś drogą pośrednią (poprzez różne instytucje kultury i samorządy) wydatkuje się kolejne sumy - ok. 1- 1,5 mln zł). Tak pokaźna suma (zwłaszcza ta wprost z budżetu) realizowana przez Instytut Adama Mickiewicza nie może być wydana bez uspołecznienia i upublicznienia procesu kształtowania konkretnych propozycji programowych. Sądzę, że każdy większy zamiar programowo-artystyczny powinien być szeroko konsultowany pod kątem jego dobroczynnych skutków dla procesów zbliżenia między społeczeństwami Polski i Ukrainy, jego zasięgu społecznego i możliwości usuwania wzajemnych uprzedzeń i negatywnych stereotypów. W świetle powyższego pragnę postawić kilka pytań.    - Dlaczego przygotowania merytoryczno-programowe do przebiegu Roku Polskiego odbywają się z dużym opóźnieniem?    - Dlaczego dotychczasowe propozycje programowe nie uwzględniają w wystarczającym stopniu kontekstu politycznego i historycznego we wzajemnych relacjach polsko-ukraińskich?    - Dlaczego organizatorzy Roku Polskiego nie przewidują lub nie widzą szczególnej potrzeby aktywności Polaków zamieszkałych na Ukrainie, a zwłaszcza ich licznych organizacji, posługując się w swoich planach jedynie szyldem Federacji Organizacji, co było cechą poprzednich Festiwali Kultury Polskiej i stało się rutyną, eliminującą wiele autentycznych, samodzielnych podmiotów (Związku Polaków Ukrainy, Towarzystwa Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej), które są w stanie wziąć na siebie ciężar twórczego współudziału w realizacji programu roku?    - Czy można sobie pozwolić na niezauważenie takiego potencjału organizacyjnego na Ukrainie, jakim jest największa polska organizacja w tym kraju (7 tys. członków), czyli Towarzystwo Kultury Polskiej Ziemi Lwowskiej z licznymi swoimi oddziałami terenowymi?    - Dlaczego tak ważne przedsięwzięcie (Rok Polski) nie stało się przedmiotem dyskusji w komisjach sejmowych i senackich (np. sejmowej komisji Łączności z Polakami za Granicą, sejmowej komisji Kultury i Środków Przekazu, senackiej Komisji Polonii i Emigracji)?    - Dlaczego po stronie polskiej nie powołano, analogicznie jak to uczyniono na Ukrainie, na patrona tego przedsięwzięcia Wicepremiera Rządu RP?    Poseł Tadeusz Samborski    Warszawa, dnia 19 marca 2004 r.





strony.korniko.com.pl detektyw kielce szkoła jazdy lublin prace maturalne blip Aparatura do roślin